Fidel's girl po polsku

🇵🇱 Jak wylądowałam na Kubie

Ci z Was, którzy są tutaj od początku czyli od ponad 3 lat doskonale znają tę historię 🙂 Ale pomyślałam sobie, że skoro otwieram nowy, polski rozdział w życiu Fidel’s Girl, to nowym, polskim czytelnikom też należy się parę słów wyjaśnienia.

Chciałabym Wam tutaj napisać, że Kuba zawsze była moim marzeniem i że latami śniłam o tym, żeby napić się mohito pod królewską palemką. Tak nie było moi drodzy.

5 lat temu miałam poukładane życie w Lizbonie, które uwielbiałam. A Kuba była mi tak odległa jak Kamczatka. Jednak wymuszone miesięczne, listopadowe wakacje zmusiły mnie do wykombinowania jakiejś słonecznej destynacji.

Po krótkich oględzinach strony G Adventures wybór padł na Kubę. Szybko sprawdziłam sprawy wizowe, ogarnęłam loty i kupiłam nowy plecak. O wyspie wiedziałam sporo, głównie ze względu na sytuację polityczną, ale nie była to moja podróż marzeń. Dopóki na Kubę nie doleciałam. 10983404_10205987174781641_5327345417545474465_n

Kuba wciąga mega szybko. I albo zaczyna się ją kochać albo nienawidzić. Mnie wciągnęła na tyle, że już tydzień po powrocie do Portugalii zabookowałam kolejny lot.  W ciągu jednego roku odwiedziłam wyspę 3 razy i cały czas było mi jej mało. Więc wracałam. I wracam do tej pory.

Fidela poznałam podczas moje trzeciej, ponad miesięcznej wyprawy, na którą wybrałam się z dwiema koleżankami, i które razem ze mną wracały przez pół wyspy, kiedy to zmieniłam zdanie i stwierdziłam, że ja to w  ogóle nigdzie dalej nie jadę i wracam do Viñales. Wtedy zaczęło się naprawdę. Moja kubańska przygoda trwała, a ja chciałam żeby nigdy się nie skończyła.

20160125_143843

Potem był już 6 miesięczny pobyt w żółtym domku z widokiem na mogoty. To podczas tego pobytu poznałam prawdziwą Kubę, gotując cały czas te same dania na jednym palniku, chodząc od sklepu do sklepu w poszukiwaniu jajek, stojąc w kolejce do banku czy urzędu imigracyjnego, łącząc się godzinami z siecią, przeżywając swoją pierwszą burzę tropikalną i zastanawiając się jak Kubańczycy żyją za 30 dolarów miesięcznie. To wtedy zdecydowaliśmy się na powrót do Polski.

received_407194269739859.jpeg20171124_13590720160627_113903-120160428_163929

Dlaczego do Polski skoro tak kocham ten kraj? Bo życie na Kubie dalekie jest od tego, które chciałabym prowadzić. Wkurza mnie, że Kubańczycy są traktowani gorzej niż turyści, wkurza mnie to że ceny są z kosmosu (często 2x wyższe niż w Europie), a zarobki śmieszne. Wkurza mnie cenzura i coraz to nowe zakazy. Wkurza mnie na tyle, że wolę Kubę kochać na razie na odległość. Co nie przeszkadza mi jeździć tam tak często jak tylko mogę, prowadzić wycieczek i pokazywać wam tej paradoksalnej rzeczywistości. Bo Kuba wygląda pięknie z okien klimatyzowanego autobusu Transturu, ale ten kto tam mieszkał wie, że to kraj dla ludzi o twardych dupach i mocnych głowach.

Nowy prezydent był nadzieją na zmiany. Ale mimo, że próbuje być w pewien sposób nowoczesny (używa Twittera i pozwala na zakładanie Internetu w domach) to kontynuuje on drogę obraną przez braci Castro. Kuba to nadal kraj ocenzurowany, gdzie w domach o polityce i sytuacji w kraju mówi się szeptem.  To kraj, gdzie dobrzy lekarze nie mają warunków do ratowania życia bo brakuje lekarstw czy sprzętu. To kraj, który chwali się efektownym systemem edukacji, a większość obywateli nie potrafi poprawnie napisać jednego zdania.

I dopóki to wszystko się nie zmieni, będziemy z Fidelem kochać ten kraj głównie na odległość.

Advertisements

2 replies »

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s