Cuban Reality

🇵🇱 Zawód: jinetero

Jinetero. Z tym słowem spotkał się chyba każdy kto był na Kubie. A jeśli nie to na pewno spotkał się z samym jinetero, może nawet nieświadomie.

A kto to właściwie jest?

Jinetero może być właściwie każdy, kto wykorzystuje turystów dla własnej korzyści, najczęściej majątkowej.  Kiedyś zarezerwowane dla młodziutkich dziewczyn (najczęściej mulatek) zajmującymi się prostytucją, teraz jineterismo zatacza już szersze kręgi, a za jinetero uważani są wszyscy ci, którzy wykorzystują w jakiś sposób turystów.

Ale jak to się zaczęło?

Zaczęło się tak jak wszędzie. Reżim, śmiesznie niskie zarobki i trudna sytuacja materialna (szczególnie po upadku Związku Radzieckiego, głównego sojusznika Kuby) sprawiły, że Kubańczycy szybko musieli się nauczyć jak kombinować żeby przeżyć. No i zaczęło się. Kuba musiała otworzyć się na turystykę a przyjezdni z kieszeniami wypchanymi dolarami stali się od razu gorącym kąskiem dla biednej ludności.

Zaczęło się od prostytucji i chociaż dzisiaj słowo “jinetero” oznacza już wiele więcej to do tej pory widuję na ulicy młode dziewczyny z facetami, którzy mogliby być ich nawet nie ojcami, a dziadkami.

Ostatnio będąc w Viñales usyszałam takie zdanie ” jest tak mało turystów, że nie ma nawet jak pojineteryzować”. W znaczeniu ” teraz nie ma nawet jak dorobić”. Bo w dzisiejszych czasach większość Kubańczyków w jakiś sposób korzysta z uroków turystyki, nawet jeśli bezpośrednio nie wynajmują pokojów czy oprowadzają wycieczek.

Kim są więc może być obecny jinetero?

Buquenque czyli pośrednik podróży. Ci naganiacze to wygadani pośrednicy, którzy zagadują was na ulicach i proponują przejazdy taksówkami. Ludzie często myślą, że rozmawiają z samym taksówkarzem a gdy przychodzi co do czego okazuję się, że dali się nabrać. Jak zarabia buquenque? Dostaje procent od ceny kursu. Czy kurs byłby tańszy gdybyśmy sami skonsultowali się z kierowcą? Niekoniecznie. Na Kubie ceny przejazdów są często stałe więc na pośredniczeniu wcale nie traci turysta ale taksówkarz. Warto jednak się targować o 10-15% na niektórych trasach.

IMG_20190205_162613.jpg

Przewodnicy”. W cudzysłowowy bo są to często ludzie z przypadku, którzy nie mówią po angielsku, a którzy zabiorą was wszędzie gdzie będziecie chcieli. Przy okazji zaprowadzą was do znajomych, którzy a) sprzedają cygara po 60 CUC za tuzin b) kawe za 25 CUC c) sok z trzciny cukrowej za astronomiczną cenę i inne bajery. Na miejscu ciężko się już z zakupu wymigać więc omawiajcie zawsze trasy takich wycieczek albo korzystajcie ze sprawdzonych kontaktów.

IMG_20190129_154849.jpgIMG_20190205_182023.jpgIMG_20190210_104707.jpg

Kubańscy kochankowie. O miłości na Kubie już pisałam. I nie chcę tu wyjść na hipokrytkę bo sama od 3 lat jestem żoną Kubańczyka ale…nie wszyscy mają dobre intencje. Niestety. Czerwone światełko powinno nam się zapalić szczególnie wtedy jeśli faceta poznajemy na imprezie czy w resorcie. Bo faceci, którzy mają dostęp do turystów codziennie często kłamią mówiąc, że jesteś pierwszą i że cudzoziemki ich do tej pory nie interesowały. Na co może naciągnąć Cię taki facet? W najlepszym przypadku na butelkę rumu czy drinka. W najgorszym razie na utrzymywanie całej jego rodziny ( w zależności jak potoczy się znajomość). Znam historię kobiet, które wysyłają po 400$ miesięcznie na Kubę, doładowują telefony itp. Wszystko w imię miłości podczas gdy facet utrzymuje za tę kasę nie tylko siebie ale i swoją rodzinę (często żonę, która wie o wszystkim ale za dodatkowy dochód zgadza się na ten układ).

img_20190206_053209-12214027649218715814.jpg

Zbyt mili Hawańczycy. Zazwyczaj spotkacie ich na Maleconie. Zazwyczaj też chodzą dwójkami (facet i kobieta) bo sam facet nie wzbudziłby zaufania, a kobieta zagadująca do turystów mogłaby zostać uznana za sami wiecie kogo. Czego chcą? Waszych pieniędzy chociaż według nich chcą tylko się zaprzyjaźnić i posłuchać o dalekim świecie od którego są odcięci. Mogą zaoferować kupno cygar u znajomego, który pracuje w lokalnej fabryce (ale fabrykę zamykają na remanent jutro więc oferta jest aktualna tylko dzisiaj!) po promocyjnych cenach. Mogą pokazać wam kartki żywnościowe i wzbudzając w was litość poprosić o mleko dla dziecka. Mleko za które zapłacicie 30$ albo więcej, a które później zostanie zwrócone do sklepu po podzieleniu się zyskami ze sprzedawczynią. Mogą oprowadzić was po mieście i zaproponować drinki za zawyżoną cenę, po czym zniknąć.

Malecón fot. Tanja More

I tak dalej bo szczerze mówiąc historyjek i sposobów “na turystów” przybywa z roku na rok.

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s