🇵🇱 Jak nie wrócić z Kuby rozczarowanym

Dzisiaj trochę o zwiedzaniu i o tym, jak się nie przyjechać z Kuby zawiedzionym. Wiem, że w moich tekstach nie zawsze pokazuję Kubę kolorową i roztańczoną, ale po mieszkaniu tam po prostu zmieniła mi perspektywa.

Wiem też, że wiele osób przyjeżdża z Kuby rozczarowanych bo cytuję “Kuba to bród, smród i bieda” co jest mega niesprawiedliwe. No więc jak się na Kubę przygotować?

Przede wszystkim zawsze radzę by już w samolocie zapomnieć o tym co już znamy i zostawić standardy w stylu – byłem na Dominikanie to wiem czego się spodziewać – daleko za sobą. Jedziecie do karaibskiego kraju z bogatą przeszłością i teraźniejszością. Bo Komunistyczny rząd nadal ma się w najlepsze.

Na Kubie już nie jeżdżą same oldtimery

Niestety albo stety bo przecież żaden pojazd nie jest niezniszczalny. Na Kubie coraz więcej zobaczycie nowoczesnych aut sprowadzanych głównie z Chin. Są nawet miejsca, gdzie jest ich więcej niż starych almendronów. Cały czas zobaczycie jeszcze sporo maluchów, lad i moskvichów, które z racji wieku mają szansę ostać się na kubańskich ulicach trochę dłużej.

IMG_20190125_131309.jpg

Nie zaoszczędzimy posiadając lokalną walutę

To znaczy nie tyle ile nam się wydaje. Oczywiście warto ją mieć. Za niektóre rzeczy zapłacimy tylko lokalnym peso (na przykład w knajpie, w której wisi napis, że tylko jedna waluta jest akceptowana). Gdzieś na ulicy kupimy loda za CUP czy pizzę za 10 CUP, ale w większości miejsc obowiązuje przelicznik 1CUC = 23-25 CUP. Czyli nawet kupując coś co ma cenę w CUP możemy zapłacić CUC i po prostu dostaniemy resztę w drugiej walucie. Nie zmieni to jednak ceny samej usługi. Wiele osób myśli, że Kubańczycy mają taniej płacąc w peso. Ale tak nie jest. Jedynymi rzeczami, które są tanie (a do których i tak nie mamy dostępu) to żywność na kartki, ceny za prąd czy wodę czy lekarstwa. Często sami Kubańczycy nie mają przy sobie peso nacional bo po prostu poza pocztą czy bodegą (sklep z żywnością na kartki) nie opłaca się go nosić.

IMG_20190207_112720.jpg

Nie cała Kuba wygląda jak z turystycznych folderów

Tak jak nie cała Polska jest piękna i malownicza. Dużo budynków się sypie, a niektórym lokalnym miasteczkom daleko do pocztówkowego czaru. To samo miejsce sfotografowane kilka miesięcy później może wyglądać zupełnie inaczej. Jakie było moje zdziwienie, że bajeczne Cayo Jutias straciło w ostatnim huraganie wszystkie piękne palmy, a skrawek plaży który pozostał wygląda raczej mało atrakcyjnie. Rum i ciepła woda mi to wynagrodziły 🙂 ale ktoś, kto oczekiwał karaibskiej plaży jak z fototapety musiał się trochę rozczarować.

IMG_20190130_103733.jpg

Kubańczycy nie będą was zapraszać do domów

Tak jak wy nie zaprosilibyście przechadzającego się ulicą turysty. Po prostu. Oczywiście jeśli zawiążecie z nimi przyjaźnie to już inna sprawa. Wiele osób czuje się rozczarowanych, że nie wszędzie gra muzyka i że Kubańczycy nie bawią się tak się tego spodziewali. Na zabawę zawsze jest czas i przekonacie się o tym w każdy weekend, ale Kubańczycy również uwaga – pracują ;). Rzadkością jest aby nieznajomy (nawet Kubańczyk!) został zaproszony na jakąś domówkę bo akurat przechodzi ulicą.

 

20171125_180449-1

Nie zawsze wszystko będzie działać

Po prostu. I to nie jest wina mieszkańców. Będą noce kiedy nie będzie prądu albo ciepłej wody. Albo kiedy coś się zepsuje i nie wyciągniecie kasy z bankomatu. Albo kiedy nie kupicie nigdzie wody butelkowanej. Albo tak jak teraz (wrzesień 2019) na Kubie zastaniecie  kryzys paliwowy i kilometrowe kolejki na stacjach benzynowych. A na plażach będą komary i inne robactwo. Ale przecież jedziemy na Karaiby, a nie do Szwajcarii 😉

20160516_114418

Będziecie traktowani inaczej

Turysta to turysta. A na Kubie to słowo nabiera nowego znaczenia. Ja turystką na Kubie jestem do tej pory. Nieważne że mam za sobą dziesiątki wizyt, że nie pamiętam kiedy ostatni raz spałam w Casa Particular, że jestem częścią rodziny. Nie urodziłam się na Kubie więc nie jestem taka jak oni. I nie ma się o co obrażać. Nie ma co wpadać wpadać w pompatyczne “o mnie to mówią, że jestem białą Kubanką/Kubańczykiem” itp. Obywatelstwa nie zmienimy, a na Kubie zawsze będziemy się wyróżniać. Kolorem skóry, ubiorem, sposobem poruszania. No i nie ma nic złego w byciu turystą na Kubie.

Ale ten kij ma dwa końce. Nie będziecie traktowani tak samo jak lokalsi, a to oznacza, że nie zawsze wpuszczą was do lokalnego autobusu czy czasami odmówią kursu lokalnym colectivo np między Hawaną a Pinar za 5CUC. Bo żeby wozić turystów trzeba mieć specjalne uprawnienia i nie każdy taksiarz zaryzykuje. Turystyczne colectivo które odjeżdżają z głownych stacji lub są załatwiane przez właścicieli Casas są jak najbardziej legalne i tutaj nie musicie się przejmować.

Moja rada?

Jadąc na Kubie wrzucić na luz, spodziewać się niespodziewanego i korzystać z każdej minuty.

20151116_170440480

Advertisements

🇵🇱 Kryzys paliwowy na Kubie. Czego się spodziewać podróżując na Kubę w kolejnych tygodniach.

Wrzesień 2019.

Pewnie wielu z Was już słyszało o trwającym od kilku dni kryzysie paliwowym na Kubie. W zeszłym tygodniu obecny prezydent wyspy ogłosił tymczasowe braki w dostawach ropy, o co obwinia niekończące się embargo Stanów Zjednoczonych i obecną politykę Donalda Trumpa.

Racjonowanie i oszczędzanie paliwa ma potrwać co najmniej do końca września. I miejmy nadzieję, że to rzeczywiście jest realna data bo oszczędność ma też dotyczyć prądu a więc częstsze będą przerwy w jego dostawie, co za tym idzie niektóre zakłady zużywające najwięcej energii przestaną pracować. Z tym kolei wiązać się będą braki w produkcji i dostawach produktów.

Co to oznacza?

Przede wszystkim chaos jeśli chodzi o transport. Połączenie międzymiastowe (głównie między Hawaną a stolicami prowincji) zostały zredukowane do jednego dziennie. To samo  tyczy się pociągów, które i tak już kursują raczej rzadko. Nie są na nie już sprzedawane bilety.

W najgorszej sytuacji są dojeżdżający do pracy. Dotąd i tak długie stanie w kolejkach na przystankach wydłużyło się jeszcze bardziej. W sieci pełno jest filmików pokazujących zdesperowanych Kubańczyków walczących o miejsce w autobusie.

Długie są również kolejki na stacjach benzynowych. W Viñales stacja benzynowa okupowana jest właściwie bez przerwy, ludzie stoją w kolejkach by, kiedy paliwo się pojawi być już na miejscu.

IMG_20190207_114059.jpg

Czy odczujemy to jadąc na Kubę?

Na pewno w jakimś stopniu tak. Przede wszystkim wynajęcie samochodu teraz wiąże się z pewnym ryzykiem. Nie musicie się natomiast obawiać o oficjalny transport taki jak taksówki czy Viazul. Rozkład tego ostatniego pozostaje bez zmian.

Po drugie wiele miejsc pozostaje ostatnio zamkniętych. Ktoś kto przyjedzie tutaj po raz pierwszy może nawet niczego nie zauważyć. Ci, którzy już byli i mieli swoje ulubione miejscówki mogą się zdziwić. Mój szwagier mówi, że wiele restauracji/barów w ogóle nie otwiera, bo co mieliby w sumie sprzedawać  i komu (w Viñales liczba turystów w porównaniu z poprzednimi latami spadła o 25% w 2019 roku). Ten fakt może ucieszy tych, którzy wolą podróżować w miejsca niezawalone turystami, ale miasteczka takie jak nasze, gdzie wielu mieszkańców utrzymuje się z turystki, na pewno to odczują. Ze względu na słabsze zaopatrzenie menu w restauracjach może być lekko ukrócone.

Życie nocne również nieco osłabło dlatego miejmy nadzieję, że obliczenia kubańskich polityków to nie tylko puste obietnice i statki z ropą zaczną przybijać do kubańskich portów od połowy września.

20160516_114611

Czy ceny pójdą w górę?

To akurat ciężko przewidzieć. O ile ceny zakwaterowania i lokalnych atrakcji powinny pozostać bez zmian, przynajmniej na razie, to ceny przejazdów mogą pójść w górę (szczególnie jeśli mowa o taksówkach). Monopol ma to do siebie, że może dyktować ceny.

Mamy nadzieję, że pod koniec miesiąca z Kuby nadejdą nowe wieści a widmo nowego okresu specjalnego zostanie zażegnane. Do tego czasu gorąco polecam Viazul jako środek transportu. Uczestniczy zorganizowanych wycieczek również nie mają się czego obawiać.

My na Kubę wybieramy się jak zwykle w zimie i po cichu liczymy, że do tej pory wszystko wróci już do normy.  A póki co, uważnie śledzimy wszelkie wiadomości.

🇵🇱 Mieszkanie u Kubańczyków vs mieszkanie z Kubańczykami

Będę w Wami szczera. Kiedy po raz pierwszy pojechałam na Kubę (i po raz drugi, i po raz trzeci) miałam taki naiwny obraz wyspy. Nie zmieniło się to nawet kiedy już poznałam Fidela i jeździłam go odwiedzać.

Zawsze wynajmowałam kwatery u lokalsów i w pewnym momencie nawet zaczęło mi się wydawać, że przecież ja znam Kubę na wylot. Jadałam sobie pyszne śniadanka, codziennie na balkonie z innym widokiem, piłam tani rum z Kubańczykami i wydawało mi się nawet, że wolałabym mieszkać na Kubie niż w Europie. Bo przecież tam jest tak cudownie.

Nadal kocham Kubę i uwielbiam tam być. Ale patrzę już na nią już przez normalne okulary. A zmieniło się to dopiero kiedy zamieszkałam na Kubie. Bo Kubańska rzeczywistość różni się moi drodzy od tej, którą najczęściej się nam pokazuje.

Przede wszystkim, mieszkając w Casa Particular może wam się wydawać, że przecież na Kubie nie jest tak źle. Dom jest całkiem całkiem, widzicie telewizor, 2 lodówki i zadowolonych gospodarzy. Podają wam fantastyczne śniadanie. Żyć nie umierać. Ale pamiętajcie, że osoby posiadające pokoje na wynajem to już klasa średnia i żyje im się po prostu lepiej niż osobom, które pracują w urzędach, sklepach, szpitalach, szkołach itp. Mój teść (profesor historii i były policjant) mieszka w domu z glinianymi podłogami. Nie stać go i jego partnerki na remont. Ona z zawodu jest pielęgniarką. Takich ludzi na Kubie są jeszcze miliony.

Zresztą wszystkim zależy żebyście w Kuby wyjechali z przekonaniem, że to raj na ziemi i  wrócili, tym samym zasilając budżet państwa.

Co poza tym? Mieszkając u Kubańczyków rzadko zjecie z nimi jakikolwiek posiłek. Jeżdżąc na Kubę na początku zostawałam często w tych samych domach, po jakimś czasie byliśmy już prawie przyjaciółmi, piliśmy razem tani rum na tarasie. Ale posiłki turysta je sam (oczywiście każdy jest inny i jeśli udało się wam z Kubańską rodzina usiąść do stołu to super) i co innego niż goszczący go Kubańczycy. Moja dobra znajoma, która na Kubie była już ze 4 razy zawsze zatrzymywała się u bratowej Fidela  znała już całą rodzinę. Zazwyczaj jadała z nami w domu lub na mieście, ale pewnego dnia dostała propozycję od bratowej “dlaczego nie zjesz jednej kolacji u nas w domu”. Była przekonana, że została zaproszona na rodzinny posiłek . Jakie było jej zdziwienie gdy kolacja została jej zaserwowana na tarasie jak rasowemu turyście, za którego dawno się już nie uważała. Zjadła sama.

Kubańczycy, którzy wynajmują pokoje są prze uprzejmi i to nie jest fałszywe, tacy są ale jadąc na Kubę pamiętajmy, że ile razy byśmy u nich nie zostawali (czasami nawet przywożąc różne podarki) dla nich będziemy turystą, yumą z innego świata ale przede wszystkim – klientem. A klienta traktuje się tak aby wrócił i polecał nas światu.

Nie chcę nikomu obrzydzać Casa Particulares. Wręcz przeciwnie – uważam, że to genialne móc zatrzymać się u lokalsa, zamienić z nim parę słów i podpytać o najlepsze miejscówki w mieście. Takiej możliwości nigdy nie będą mieli Ci, którzy wybierają luksusowe resorty. Ale pamiętajmy, że Casa Particular to taki lokalny B&B, a my jesteśmy tylko na wakacjach, jakie by one nie były długie. I że po kilku dniach wyjedziemy, a nasze miejsce zajmą kolejni turyści, z którymi gospodarze obejdą się tak samo serdecznie.

Z gospodarzami nie pomówimy też najczęściej o polityce. Albo przynajmniej nie tak jakbyśmy chcieli. Powiedzą co prawda “no es fácil” kilka razy ale raczej nie powiedzą co tak naprawdę myślą.

Także zawsze kiedy słyszę “ja wiem jak się żyję na Kubie bo spałem u Kubańczyków” uśmiecham się pod nosem i myślę, że nie, wcale nie wiesz turysto bo dopóki zatrzymujesz się w Casa Particular widzisz tylko to co powinieneś. Bo droga do Kubańskiej rzeczywistości jest jedna – stać się jej częścią, nie na dwa, trzy czy cztery tygodnie urlopu ale na dłużej.

Zresztą, czy chcielibyście mieszkać z Kubańczykami? Nie zawsze mieć bieżącej wody, stać w kilometrowych kolejkach. Wielu z was i tak powie, że tak. I ja to rozumiem. Serio. Ale zupełnie inaczej jest stać w dwugodzinnych kolejkach będąc na urlopie, a inaczej mając w głowie, że trzeba jeszcze pójść do pracy, zrobić pranie i ugotować obiad dla całej rodziny na jednym palniku.

IMG_1449.jpegIMG_20190129_091530.jpgIMG_20190129_075552.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

🇵🇱 Jak się bawią Kubańczycy

Wiele osób odwiedzających Kubę myśli, że na każdym kroku spotka grajków rodem z Buena Vista Social Club, którzy będą grać na każdym rogu, a Kubańczycy będą pląsać do rytmów sonu i jeszcze zapraszać w te tany przechodzących turystów. No nie do końca.

Tak samo jak nie zobaczycie kolejek Kubańczyków ustawiających się do Bodeguita del Medio czy La Floridita. Te miejsca Kubańskie już nie są. Nie ma się co łudzić.

Ale Kubańczycy to roztańczony i rozbawiony naród. Odwiedzając nasze rodzime Viñales i wychodząc na miasto w sobotę, kiedy to gówna ulica zamienia się w jedną, wielką imprezę można sobie pomyśleć, że Kubańczycy imprezują tak cały czas. Nawet w tygodniu wszystkie Centros Culturales są raczej pełne ludzi. Ale czy tak jest naprawdę zawsze?

Mój szwagier od tygodni nie wychodzi imprezować. Dzieci w domu + ceny na mieście to bardzo szybki rachunek. Ale to nie znaczy, że nie ma życia towarzyskiego. Wręcz odwrotnie. Może nie uwierzycie, ale spora większość Kubańczyków woli świętować we własnym gronie. Jak się więc bawią Kubańczycy kiedy nie wychodzą i kiedy turysta nie widzi?

Domówki

To znają chyba wszyscy 🙂 Z tym, że na Kubie imprezy zaczynają się już zazwyczaj około południa. Jest dużo jedzenia, dużo rumu, dużo domino i bardzo dużo głośnej muzyki. Nikomu to nie przeszkadza. Kubański grill ma zazwyczaj proste menu – kurczak z grilla. Jeśli przyjeżdża rodzina z daleka, na czyjeś urodziny lub z innej ważnej okazji zabija się i grilluje długimi godzinami świniaka. Na samą kolację zostają już jednak tylko domownicy i najbliżsi. Bo kolacja to rzecz święta i rodzinna.

WP_20180108_024.jpg20160623_184632.jpg

Wypady nad rzekę/jeziorko albo cokolwiek co jest w pobliżu

Najlepiej jeśli akurat można coś złowić i od razu to ugotować. Zabieramy ze sobą wszystko łącznie ze szklankami (na rum oczywiście) i patelnią. Jest rodzinnie, śmiesznie no i z dala od tłumów.

img_19177236818667797691210.jpegIMG_20190203_125746.jpgIMG_20190203_111136.jpg

Plażowanie

Plażowanie u Kubańczyków ma trochę inny wymiar. Nikt nie jedzie na plaże przecież żeby się opalać! Wręcz trzeba się bić o miejsce w cieniu. A jak już takie się wywalczy to można się bawić. Obowiązkowe są butelki rumu i jakieś urządzonko do puszczania muzyki. Głośnej muzyki. Obiad na plaży to też obowiązkowy punkt. Na Cayo Jutias jest niedroga knajpa, w której zazwyczaj się stołujemy ale jeśli w planie jest inna plaża to z nami jedzie na plaże gar Congri.

img_16496271608020126702178.jpegimg_21488209596182667167565.jpegIMG_20190205_150128.jpgimg_20171208_163543434057942.jpg

Hotele

Hotele państwowe to już miejsce na świętowanie. Wszelkie urodziny i rocznice Kubańczycy najchętniej świętują w ranczo nad basenem. Hotele mają nawet przygotowane “pakiety” które obejmują alkohol i jedzenie. Kubańczycy kochają tak spędzać czas. Gdzieś nawet czytałam opinie jednego hotelu, gdzie jedna pani napisała, że hotel super “ale najgorsi byli Kubańczycy którzy skończyli z zapasami w barze”. To jest ich kraj moja droga Pani, niech sobie w nim robią co chcą. To my jesteśmy na wyspie gośćmi.

img_20190209_1627292493656596938687917.jpg

A czy wam zdarzyło się imprezować po Kubańsku z Kubańczykami?

 

 

 

 

 

 

🇵🇱 Wiza rodzinna na Kubie. Jak to działa?

Słyszeliście pewnie, że na Kubie istnieje obowiązek meldunkowy nawet dla turystów. To dla tego w każdym hotelu i Casa Particular proszą was o paszport i podpisanie się w książce meldunkowej obowiązkowej dla każdego, kto ma licencje na wynajmowanie pokoi w droższej walucie.

Zatrzymanie się w Casa Particular daje nam poczucie, że mieszkamy z Kubańczykami. Ale między mieszkaniem z Kubańczykami a mieszkaniem u Kubańczyków jest spora różnica. Nie radzę wam omijać tego prawa. Ja zostałam kiedyś solidnie przepytana na lotnisku bo podczas jednej z moich pierwszych podróży Pani z Casa zapomniała, albo celowo mnie nie zameldowała.

Czy jest więc szansa na zatrzymanie się w domu Kubańczyka będąc turystą? Jak wiecie na Kubie nie ma Couchserfingu. Ale jest wiza rodzinna, którą można dostać nie pozostając w związku małżeńskim z obywatelem Kuby. Trzeba natomiast udowodnić bliskie relacje i liczyć na przychylność urzędnika. Bo o ile po ślubie nie ma z tą wizą problemu to przed ślubem nie zawsze się ją dostaje.

Jak długo można przebywać na Kubie na takiej wizie? 3 miesiące jeśli nie ma się ślubu i do 6 miesięcy gdy jesteśmy już małżeństwem. Co miesiąc trzeba taką wizę przedłużać za odpowiednią opłatą.

Ostatnio zmieniły się trochę przepisy (ku radości mojej i innych żonatych/ zamężnych) i  Ci pozostający w związkach małżeńskich z Kubańczykami nie muszą już takiej wizy posiadać, a tym samym płacić. W końcu, bo szczerze płacenie za to, żeby można się było zatrzymać w domu rodzinnym męża to było lekkie przegięcie. Nadal trzeba się zgłosić w urzędzie imigracyjnym i pokazać wszystkie papiery (akt ślubu – koniecznie ten Kubański i potwierdzenie ubezpieczenia). Trzeba też podać dokładny adres miejsca w którym się zatrzymamy. Pan urzędnik wklepie to wszystko do rządowego systemu i to by było na tyle. Przyznam wam, że najtrudniejszym zadaniem jest zastanie urzędnika w biurze. Nie ma godzin otwarcia, a Pan urzędnik przyjeżdża kilka razy w tygodniu ze stolicy prowincji ale nikt nie wie kiedy. Trudno więc zgadnąć kiedy się pojawi. Na szczęście w Viñales na przeciwko biura postawiono nowy hotel, który zawsze ma dostępne Cristale. Czekanie jakoś mniej się wtedy dłuży. IMG_20190131_143535.jpgIMG_20190129_115059.jpg

Co zrobić jeśli nie macie męża/ żony z Kuby? Tak naprawdę wiza rodzinna rodzinną jest tylko z nazwy bo można ją dostać będąc nawet znajomym rodziny. Wystarczy do 2 dni po przylocie stawić się w urzędzie imigracyjnym. Pamiętajcie, że lepiej na te pierwsze noce być zameldowanym w jakiejś casie. Mnie pytano o meldunek zawsze przed ślubem i meldowałam się u kogoś z rodziny Fidela, żeby nie było problemu.

Do urzędu najlepiej, żeby stawił się z wami właściciel domu (czasami proszą nawet o potwierdzenie własności, ale to zawsze zależy od urzędnika) lub partner/ka. Konieczne są też znaczki o wartości 40 CUC, wasz paszport, wiza i ubezpieczenie zdrowotne. Urzędnik wypełnia wniosek i decyduje czy taką wizę wam przyznać. No i tutaj już nie mam pojęcia od czego to zależy. Znam historię wielu dziewczyn, które do ślubu zawsze dostawały odmowę wizy rodzinnej i za każdym razem musiały wynajmować pokoje. Są też tacy (łącznie ze mną), którzy nigdy nie mieli żadnego problemu z dostaniem wizy.

Jeśli chcecie zostać dłużej niż 30 dni, każde kolejne wydłużenie wizy (max 3 miesiące) będzie już kosztować 25 CUC.

A jakie są wasze doświadczenia z Kubańskim Urzędem Imigracyjnym?

20171128_123533

🇵🇱 Dlaczego nie chcemy żeby Kuba się zmieniła?

Ostatnio w Internecie moją uwagę przykuło kilka komentarzy. A mianowicie pod postem jednego z biura, które to reklamuje się pod hasłem ” z nami zobaczysz jeszcze autentyczną Kubę” pojawiły się hasła “Kuba już dawno nie jest autentyczna” i tego typu podobne.

Nie wiem jak was, ale mnie czytając coś takiego trafia lekki szlag… Tak samo gdy słyszę ludzi, którzy mówią, że chcą pojechać na Kubę zanim ta się zmieni. Stąd zaczęłam się zastanawiać…dlaczego tak właściwie nie chcemy żeby Kuba się zmieniła?

Po pierwsze dziwi mnie takie podejście nas, Polaków. W końcu z Kubańczykami mamy trochę wspólnego. Po latach komuny udało nam się zmienić ustrój. Pod pierwszym McDonaldem ustawiały się długie kolejki, bo w końcu i my mogliśmy spróbować tego słynnego hamburgera znanego nam wcześniej tylko ze szklanego ekranu. Czy przestaliśmy przez to jeść kotleta w niedzielne południa? Czy upadły polskie pierogarnie? Nie, ale w końcu mieliśmy wybór i wolność. Czy Kubańczycy przestaną jeść ryż i fasolę? Czy upadną kubańskie paladary? Nie sądzę. Bo czy jadąc na Kubę będziemy chcieli jeść fast foody? No nie. Dlaczego więc chcemy odebrać prawa do wyboru innym?

Niektórzy z was powiedzą, że jeśli Kuba zmieni się za bardzo pojawią się różnice społeczne. One już istnieją moi drodzy. Niestety. A my w tym pomagamy. Bo Kubańczyk, który jeździ taksówką, wynajmuje kwatery turystom lub zarobił kasę w Stanach i zainwestował w bar czy restaurację już żyje na zupełnym poziomie co Kubańczyk z wioski, do której turysta nie trafi nawet gdyby bardzo chciał. Te różnice tylko się pogłębią, a może i zmuszą tych, którzy teraz żyją z niczego, żeby zacząć w końcu pracować.

Nie sądzę też, żeby światowe korporacje były jakoś bardzo zainteresowane Kubą. Dlaczego? Bo nie istnieje rozbudowana infrastruktura, a i kultura pracy różni się od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni.

Mnie bardziej zastanawia i martwi czemu tak podniecamy się tymi starymi samochodami, które, ok mają swój czar ale wiecznie jeździć nie będą. Taki już los przedmiotów. Dlaczego robimy zdjęcia starszej Pani w Baracoa piorącej w rzece i wrzucamy na insta piejąc, że oto znaleźliśmy prawdziwe lokalne życie, podczas gdy w domu mamy dostęp do wszystkiego co nowoczesne. Moja teściowa ma półautomatyczną pralkę od 3 lat. Wcześniej zdarła sobie ręce piorąc ręcznie dla całej rodziny i kiedy pokazuje jej takie właśnie komentarze chce jej się płakać. Po prostu. Dla niej niewytłumaczalne jest, że my, turyści wydajemy na wakacje na Kubie niemałą sumkę, przyjeżdżamy na 2-3 tygodnie (najczęściej raz w życiu) i jeszcze mamy czelność odmawiać biednym Kubańczykom trochę normalności.

Pani piorąca w rzece zrobi furorę na Instagramie, stare samochody na karaibskiej plaży również. Jasne. Ale podczas gdy my będziemy siedzieć w samolocie do rzeczywistości, Kubańczycy zostaną z tymi swoimi problemami sami.

Czy Kubańczycy mający w końcu dostęp do Internetu są mniej kubańscy? Czy bieżąca woda zabije w nich radość życia? Czy pełne sklepy sprawią, że przestaną tańczyć salsę?Czy Kuba już nie będzie Kubą? Cytując moją koleżankę Anię “Czy Polska tylko za PRL-u była autentyczna ale teraz już nie jest? Jesteśmy mniej polscy bo skończyła się komuna?”. No właśnie.

Sama myślę, że Kuba nie jest do końca przygotowana na zmiany. Ale na nie zasługuje. Czy zrobi mi się przykro kiedy zobaczę pierwsze KFC przy Prado? Pewnie trochę tak, ale zanim tak się stanie to jeszcze bardzo długo potrwa. Nic nie zanosi się na to żeby Stany miały cofnąć embargo. Zdążycie jeszcze pojeździć cadillacami po Hawanie.

Kuba zawsze będzie Kubą, tylko aby ją dostrzec i docenić warto wyściubić czasami nos z klimatyzowanego autobusu Transturu czy Transgavioty i nie wierzyć we wszystko co mówią wam opłacani przez rząd oficjalni przewodnicy.

My z Fidelem na zmiany będziemy cierpliwie czekać. Bo lokalne, biedne życie chociaż ma swój urok na zdjęciach, jest cholerne męczące.

img_19177236818667797691210.jpeg

IMG_20190209_184431.jpg

IMG_20190201_181852.jpg

IMG_20190131_140520.jpg

IMG_20190210_104748.jpg

25443278_1581613498598254_9100532666929291477_n

IMG_20190129_091530.jpg

IMG_20190131_095827.jpg

🇵🇱 Kubańska mentalność dla początkujących

Dzisiaj trochę subiektywnie o Kubańczykach 😉 Do napisania tego tekstu zainspirował mnie komentarz pod jednym z postów. To nie będzie odpowiedź na pytanie, jacy są Kubańczycy? Bo Kubańczycy tak jak wszyscy są różni i niesprawiedliwie byłoby ich wrzucać do jednego wora. Komunistyczna i wyspiarska rzeczywistość sprawiła jednak, że Kubańczycy w swojej mentalności są jednak trochę specyficzni. I o tym właśnie poniżej.

PS Tak. Będzie trochę stereotypów.

Nie. Nie wszyscy Kubańczycy są tacy sami 😉

Kuba to najlepszy kraj. I najgorszy kraj.

W tym myślę, że trochę przypominają Polaków 😉 Kubańczycy są bardzo przywiązani do swojej ojczyzny i do Kubańskiej flagi, która ich zdaniem jest najpiękniejsza na świecie. W naszym domu flaga wisi nad łóżkiem, znajduję się też na kubkach do kawy i innych gadżetach przywiezionych z Kuby. Kubańczycy uważają też, że z Kuby pochodzi to co najlepsze: rum, kawa, muzyka i ludzie…Najlepszy bokser świata? Był Kubańczykiem. Najlepszy komik w USA? Był Kubańczykiem z pochodzenia. Królowa Salsy? Kubanka. 🇨🇺🇨🇺🇨🇺 Przykładów jest dużo więcej. Kubańczycy uważają też, że Kuba to najlepsze miejsce do życia o ile ma się pieniądze.

Z drugiej strony Kubańczycy są też największymi krytykami Kuby i jej ustroju. W tym samym czasie kiedy zachwalają “que linda es Cuba” z flagą Kuby na koszulce uważają też, że wszędzie lepiej niż właśnie na Kubie. Narzekają na system, na władzę, na ceny, na wszystko i tłumnie z Kuby wyjeżdżają.

IMG_20190129_095908.jpg

” Kuba to jedyny kraj na świecie gdzie się nie pracuje”

Usłyszane niejednokrotnie na Kubie, a więc sami Kubańczycy zdają sobie z tego sprawę. Może to i trochę niesprawiedliwe ale w jakimś stopniu jednak prawdziwe. Kubańczycy zarabiają mało ale wykonują pracę sto razy wolniej niż to do czego jesteśmy przyzwyczajeni. To normalne, że sklep jest zamknięty bo Panie jedzą sobie drugie śniadanie albo plotkują. Panie w banku ociągają się niemiłosiernie. Miejsca pracy tworzone są tylko po to żeby były (np Pan pilnujący drzwi w banku czy sklepie).

Wiele ludzi woli jednak kombinować niż pracować. W sumie to im się nie dziwię. Kiedy poznałam Fidela, ten pracował 6 dni w tygodniu po 10h zarabiając 52 CUC miesięcznie. Dodam, że najtańszy nocleg w hotelu w którym pracował kosztował 75CUC/noc. Kubańczycy zdają sobie sprawę z takich rzeczy i się do pracy specjalnie nie przykładają, bo po co? Ku frustracji tych, którzy muszą coś załatwić.

Stąd też na Kubie wielu kombinatorów, bo po co pracować 40h miesięcznie skoro za pośrednictwo w znalezieniu taksówki czy lekcje salsy dla turysty można zarobić tyle samo.

20160505_114138-1

Dinero va y viene

Czyli pieniądze odchodzą i przychodzą. Na Kubie dorobić można na wszystkim, tak więc Kubańczycy nie przywiązują się do nich za bardzo. Trochę im zazdroszczę tego podejścia a trochę mnie irytuje, że nie potrafią oszczędzać. Często wydają ostatniego centa i czekają aż uda się trochę dorobić (najczęściej na turyście). Los mandados (jedzenie na kartki) i bardzo niskie rachunki za wodę (w niektórych miejscach w ogóle nie trzeba za wodę płacić) czy prąd sprawiają, że Kubańczycy nie muszą martwić się, że umrą z głodu czy że odetną im prąd.

Nasz sąsiad zwany Szalonym Roberto nie pracuje, ale to komuś skosi trawnik za dolara, to upoluje jutię i sprzeda ją za parę groszy, to zabije komuś świnię i dostanie trochę mięsa. I tak sobie żyje, codziennie kończąc dzień szklanką rumu sączoną w bujanym fotelu.

IMG_20190201_181438.jpg

“Mogę wszystko”

To kolejna wspólna cecha Kubańczyków, którą udało mi się zauważyć. Kubańczycy, którzy u siebie w kraju nie robią jakiejś oszałamiającej kariery uważają, że jak tylko z wyspy wyjadą będą mogli robić wszystko. Nie zwracają uwagi na wymagania stawiane w ofertach pracy i wysyłają swoje CV jak wlezie. Mają prawko? Będą kierowcą busa (nie ważne, że potrzebna jest specjalna kategoria). Mówią po hiszpańsku? Będą uczyć( nie ważne, że w jednym zdaniu robią 4 błędy ortograficzne bo edukacja na Kubie postawia wiele do życzenia). Szukają pracy w korporacjach bez znajomości języka. I tak dalej i tak dalej. Trochę im tej wiary w siebie zazdroszczę 🙂

“No es fácil”

Nie jest łatwo. Tą wymówkę słyszeli chyba wszyscy. Kubańczycy tym zdaniem komentują wszystko. Kolejki w sklepach. Braki żywnościowe. Ceny w sklepach. Wszechobecną biurokrację. Używają jej zamiennie z “to wszystko wina embargo”. Także kiedy wy sfrustrowani będziecie się wkurzać na spóźniony autobus, Kubańczycy skwitują je tym krótkim zdaniem. Bo na Kubie nada es fácil my friend.

IMG_20190207_125040.jpgIMG_20190207_130428.jpgIMG_20190209_102855.jpg